Wrażenia po pierwszym tygodniu z kozieradką

Już minął tydzień odkąd codziennie lub co drugi dzień wcieram w skalp kozieradkę w ramach mojej własnej kuracji, o której pisałam TU oraz wspólnej akcji włosomaniaczek „Mania wcierania”, którą zapoczątkowała na swoim blogu Anwen.

Już do akcji zapisało się 213 włosomaniaczek, które będą wcierać kozieradkę, Jantara, wodę brzozową, olejki łopianowe, Joannę Rzepę oraz wiele samorobionych mikstur. Większość jednak, podobnie jak ja postanowiła zacząć testowanie kozieradki – nowego blogowego hitu wcierkowego:)

Moje wrażenie po tygodniu stosowania

Od samego początku jestem tym produktem zachwycona. Już po tygodniu widzę efekty w postaci zmniejszonego wypadania oraz zmniejszonego przetłuszczania się włosów. Niestety wcierka ma jeden mankament, który nie przeszkadza mnie, ale niestety osobom w moim otoczeniu. Kozieradka po prostu śmierdzi! Ja tego naprawdę nie czuję, no może troszkę na początku w czasie aplikacji, ale potem się przyzwyczajam i nic mi nie przeszkadza. Co innego moja mama…  Ona czuje ją nawet z daleka, mówi, że powoduje u niej odruch wymiotny i że przeze mnie śmierdzi całe mieszkanie…  Cóż na razie mnie to nie martwi, ale gorzej będzie po powrocie na studia za tydzień, wtedy będę miała nie mały problem.Na razie to sa moje pomysły:

  • dodanie do wcierki olejku eterycznego, może grapefruit?
  • wcieranie tylko i wyłącznie przez myciem włosów

Czy wy też nie możecie wytrzymać „zapachu” kozieradki? Macie na to jakieś własne sposoby?

Pozdrawiam!

Madie

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.